poniedziałek, 30 listopada 2015

ON

 Gabriel siedział nieruchomo, w fotelu przed rozpalonym kominkiem. Zegar wiszący, za mężczyzną na ścianie tykał miarowo – tik-tak, tik-tak. Po pewnym czasie dźwięk ten, zaczął go irytować.
  Niespokojnie poruszył się na siedzeniu, po czym zamknął oczy, aby skupić swoje myśli. Przed jego oczami pojawiła się znów ona – długowłosa brunetka o czekoladowych oczach i rumianych policzkach. Na jej ustach malował się uśmiech, jakiego żadna istota na ziemi nie posiadała. W głowie słyszał jej cichy, przyjemny dla ucha chichot, gdy wtem został mu on przerwany donośnym i głośnym dźwiękiem zegara.
   Zaczął rytmicznie i tępo wybijać godzinę dwunastą – bim-bam, bim-bam. Jego dźwięk zdawał się trząść wszystkimi ścianami w salonie i na korytarzu. Gabriel otworzył swoje wściekłe oczy. Poczekał cierpliwie aż ten ucichnie. Po zapadnięciu ponownej ciszy, mężczyzna westchnął ciężko. Pragnął ponownie wrócić do dziewczyny, o której przed chwilą rozmyślał, jednak nic z tego. Jego myśli zostały zakłócone. Wiedział, że w każdej chwili mógłby, po prostu pójść do kobiety.
  Jej komnata znajdowała się w korytarzach piwnicy. Nie dochodziło tam żadne światło, a rozmowy zagłuszały grube ściany, zbudowane z cegły. Panował tam chłód oraz wilgoć.
  Gabriel nie ruszył się jednak ze swojego miejsca. Pozostał w salonie, w fotelu, na którym to nie tak dawno zabawiał się z jedną z pokojówek. Zapamiętał jej jędrne pośladki oraz piersi. W jej oczach malowała się naiwność, a usta rozchylała do pocałunku, kiedy tylko tego zapragnął. Żadna, ludzka kobieta nie potrafiła mu się oprzeć. Dar ten uważał kiedyś za najwspanialszy ze wszystkich. Od pewnego czasu jednak, nie bawią go już polowania na naiwne dziewczynki oraz rozkoszowanie się ich brudnymi duszami. Chciał czegoś więcej. Pragnął jej i tylko jej.
  Przyniosłem ją tu na własnych rękach – wspominał na głos, patrząc na swoje dłonie. Obiecałem się nią zaopiekować, a zamiast tego skazałem ją na wieczne potępienie. Już nigdy nie zazna spokoju. Zawsze będzie widzieć w sobie potwora. Jak my wszyscy.
  Gabriel nie mógł uwierzyć w los jaki zgotował dziewczynie. Dziesięć lat temu, gdy sprowadził ją do pałacu swojego brata, uważał że to najlepsze co mógł dla tej niej zrobić. Mało tego. Czuł dumę i oczekiwał podziękowań ze strony dziewczyny. Według niego życie wśród demonów to idealne rozwiązanie dla młodej, czysto krwistej łowczyni dusz. Miała tutaj pod dostatkiem ludzi, których mogłaby okradać z ich grzecznych i nieczystych dusz. Czego mogłaby chcieć więcej?
   Mężczyzna zapomniał, jednak o jednym fakcie. Swoim bracie. Marshall był specyficznym i upartym demonem. Zawsze dostawał to czego chciał. Vanessa, bo tak miała na imię łowczyni, gdy zaczęła dojrzewać przypadła do gustu demonowi. Szczególnie kiedy dowiedział się od Gabriela, że jest ona czysto krwista. Dzięki takiej zdobyczy demon mógł napić się jej krwi i stać się odpornym na broń łowców demonów.  
   Gabriel na ich myśl wykrzywił usta w grymasie. Nienawidził sukinsynów. Do tej pory jego rana na plecach, po ostrzu zgody się goi. Zadał ją trzy lata temu młody chłopak o imieniu James. Ledwo wyrósł z pieluch, a już miał na swoim koncie dwadzieścia dwa demony. Niezły wynik jak na tak młodego łowcę. Demon wstał, aby oderwać się od ponurych myśli, gdy wtem ujrzał przed sobą rzucony, długi cień.
 - Witaj! Tak późno, a ty tutaj? – dobiegł jego uszu znajomy głos.
 - Kristofer! Stęskniłem się za tobą – oznajmił sarkastycznie, pozostając na swoim miejscu.
  W powietrzu rozniósł się wyraźny zapach wanilii oraz truskawek. Gabriel doskonale znał go na pamięć. Wampiry otaczały go ze wszystkich stron. Czasem zastanawiał się dlaczego jego brat pozwala im z nimi żyć. Zabijają ich zwierzynę (ludzi) oraz zakłócają spokój nocą krzykami, które wydają ich ofiary. Kolejni idioci, których mężczyzna nienawidził.
 - Słyszałem, że niebawem nasze gołąbeczki mają zamiar się pobrać – odparł z wyraźnym zadowoleniem na ustach wampir. W jego oczach kryła się satysfakcja. Wyczekiwał reakcji swojego towarzysza.  Uwielbiał irytować Gabriela. To było jedno z ulubionych zajęć Krisa.
  Gabriel ku rozczarowaniu Kristofera nie wykazał żadnej reakcji. Pozostał niewzruszony. Jego wzrok utkwił w palonym ogniu w kominku.
 - To pakt, a nie żaden ślub – poprawił go, po chwili Gabriel. W jego głowie zaczęły roić się najrozmaitsze obawy. Nie sądził, że jego brat naprawdę chciał zawrzeć pakt z Vanessą. Wiedział, jednak że musi go od tego zwieść nim będzie za późno.
 - Niech będzie. Tak, czy inaczej będą wtedy już na siebie… hmm… skazani – zaśmiał się wampir głośno, przygłuszając zegar ścienny.
  Po moim trupie! – pomyślał Gabriel. Jego dłonie zacisnęły się w pięść. Szybko je rozluźnił, przypominając sobie, że nie jest już sam.  Nie odpowiadając , wyszedł w ciszy, pozostawiając samotnego w salonie Kristofera.
  Gabriel zmierzył ku korytarzowi, który rozciągnął się przed nim po wyjściu z komnaty. Przejścia i tunele w zamkach była zawiłe i długie, miał czas na rozmyślanie i spacerowanie nocą. Nie przejmował się zgubieniem. Mieszkał w tych korytarzach od ponad dwustu lat. Miał sporo czasu, aby dokładnie poznać każde przejście, czy zakamarek.
  Pakt! Chyba sobie kpi – pomyślał idąc, coraz to szybciej przed siebie. Doskonale wiedział na czym polega umowa zawarta między demonem. Jego dłonie znów nerwowo się zacisnęły, a zęby zatrzeszczały o siebie.
  Osoba, która zawrze tak zwany Pakt Krwi z demonem jest zdana na jego łaskę. Demon zobowiązuje się do obrony i opieki swojej ofiary, jednak tym samym otrzymuje pełny dostęp do jej krwi, ciała oraz duszy. W każdej chwili może zrobić ze swoim łupem na co tylko będzie miał ochotę.
Do tej pory demony zwierały Pakty Krwi jedynie z ludźmi, dzięki czemu ci nie umierali w dniu ostatecznym bądź wychodzili z niewyleczalnych, śmiertelnych chorób ( Lekarze głupieli, gdy ich pac jęci budzili się rano i skakali z radości, gdy jeszcze wczoraj żegnali się ze światem żywych).  W ramach tego godzą się na pełne oddawanie demonom. Nie są świadomi, że z czasem ich siły się wyczerpią i pewnego dnia demon wyssie, razem z krwią całą ich duszę i energię życia. On dostanie tym sposobem nowe życie, a człowiek umrze w konwulsjach i cierpieniach.
  Gabriel nigdy, jednak nie słyszał o pakcie między łowczynią dusz, a demonem. Nie wiedział, czy dziewczyna ma szanse przeżyć. Wątpił w to. Nie wierzył, by w jej przypadku mogło by być inaczej. Sądził, że jedynie okres jej życia, będzie wydłużony o parę dni. Musiał coś szybko wymyślić, aby wyciągnąć ją z gówna, w które sam je w pakował.
   Zaraz jednak poczuł ostre palenie w gardle, a jego węch i słuch wyostrzyły się. W powietrzu wyczuł znajomą, słodką woń, której nie potrafił się oprzeć. Odciągnęła jego uwagę od wcześniejszej rozmowy z Krisem i obawach. Ruszył przed siebie pewnym krokiem, z drapieżnym wzrokiem. Jego oczy zamieniły się w ciemnoszare ślepia. Paznokcie jego wydłużyły się i przypominały obecnie pazury dzikiego kota.
  Gabriel stanął na moment, by sprawdzić skąd dokładnie dobiega intensywny zapach. Zaciągnął się apetycznym aromatem, po czym stwierdził, że tuż za rogiem przed nim stoi jego sarenka.
  Demon zakradł się za pobliski róg i wychylił delikatnie głowę. Nie mylił się co do swoich obliczeń. W pobliskim korytarzu stała Paula – nowa pokojówka Vanessy.

  Mam nadzieje, że się nie pogniewa – pomyślał Gabriel, po czym z prędkością światła rzucił się na dziewczynę. Paula nie zdążyła zareagować, gdy wtem poczuła na swoim karku, zimne i ostre pazury napastnika. Nim zdążyła wydać z siebie jakikolwiek głos, Gabriel rozerwał skórę na jej karku, z którego trysnęła bordowa, świeża krew. Mężczyzna obrócił swoją zdobyć na plecy, po czym rozerwał jej bluzkę i biustonosz. Demon, był za mocno spragniony, aby bawić się dzisiejszego dnia w kotka i myszkę. Be większego zastanowienia, włożył swoją prawą dłoń do jej gardła i silnym pociągnięciem wyrwał jej język z gardła, potem wziął się za jelita, serce i inne, apetyczne organy. Wszystkie jej flaki i bebechy wypłynęły z jej wnętrza na chłodną, betonową ziemię. Dzisiejszego dnia nie interesowała go jej dusza. Postanowił ją oszczędzić. 
_________________________________________________________________________________
WITAM! TO JUŻ DRUGI POST NA BLOGU! OTO KOLEJNE WPROWADZENIE WAS W KRWAWY I SZARY ŚWIAT BEZDUSZNYCH ISTOT. NIEBAWEM POJAWI SIĘ PROLOG! GORĄCO ZAPRASZAM DO CZYTANIA! 

sobota, 28 listopada 2015

Poznajcie Vanesse

  W komnacie panował nieprzyjemny chłód oraz brak niezbędnego powietrza. Nie było okien przez, które mogłoby ono wpadać do pomieszczenia. Było go zdecydowanie za mało dla Vanessy. Po miesiącu przebywania w piwniczych korytarzach dziewczyny płuca przyzwyczaiły się. Nie sądziła, że to możliwe. Obecnie nie potrzebowała zbyt wiele, by żyć. Jeden posiłek na tydzień oraz codziennie jedna szklanka wody. Tyle Vanessa potrzebowała do przeżycia. Jej głównym źródłem życia stała się krew ofiar. Wiedziała, że z każdym mijającym miesiącem będzie potrzebowała jej coraz to więcej.
  Jej źródła otaczały ją ze wszystkich stron. Ludzie, zwani przez dziewczynę kontenerami , chodziły na ogół samotnie po korytarzach, przemieszczając się z pokoi do pokoju. Była to łatwa zdobycz. Wiedziała, że to na pewno za sprawą Marshalla, który zabronił chodzić w parach. Nie wspominając o grupowych przechadzkach.
  To dobry pomysł, aby służbą byli ludzie – pomyślała, któregoś dnia, rozkoszując się aromatycznym zapachem słodko – kwaśnej, ludzkiej krwi. 
  Przez cały tydzień nastolatka zachodziła w głowę, jak krwiodawcy oddychają. Odpowiedź otrzymała po dwóch tygodniach. Ukryła się zza rogiem ściany i obserwowała jak jej ofiara upada na podłogę atakowana przez falę kaszlu, która rosła z każdą sekundą. Kaszlała własną krwią, co podsyciło apetyt Vanessy.
  Człowiek był dwudziestoletnim chłopakiem. Codziennie rano przynosił do pokoju Vanessy świeżą i wypraną pościel, a starą zabierał do prania. Zawsze witał ją ciepłym uśmiechem. Jego oczy zdradzały jego chęć do życia. Wierzył, że dzięki tej pracy zarobi odpowiednio, aby było go stać na leki dla ciężko chorej siostry. Ufał swojemu pracodawcy. Był nieświadomy, że znalazł się w klatce zgłodniałych lwów. Ludzka naiwność potrafi zgubić.
  Nie wytrzymała dłużej Vanessa i podeszła do niego ochoczo. Stanęła tuż nad nim. Zastanawiała się jak bardzo może go boleć. Nie. Nie było czasu na rozkoszowanie się bólem. Trzeba korzystać póki krew jeszcze świeża.
  Chłopak na widok znajomej twarzy uśmiechnął się, po czym znów zwrócił głowę do ziemi i wykaszlał kolejną porcję bordowej krwi. Vanessie podobała się jego wiara w dobroduszność nieznajomych mu osób.
  - Pomóż mi… duszno… tak strasz….- ponowna fala kaszlu zaatakowała chłopaka nim zdążyła dokończyć swoje błagania.
  Jeremiasz, tak miał na imię. Przypomniała sobie na dźwięk jego głosu.  Dziewczyna postanowiła zabawić się ze swoją zdobyczą. Uwielbiała sprawiać ból, ale jeszcze bardziej wolała widzieć naiwność i nadzieje w oczach ludzi.
  - Co cię boli koteczku?  - spytała z udawaną, matczyną troską w głosie.
 - T-tutaj… - chłopak wskazał na klatkę piersiową, po czym runął na ziemię. Kaszel, nie. Krzyk bólu, opanował całego Jeremiasza.
 - Nie martw się. Za chwilę przestanie – odparła dziewczyna wyciągając swoją bladą i kościstą dłoń w stronę chłopaka.
 Dzisiejszego dnia nie ukryła swoich czarnych paznokci pod rękawiczkami. Chłopak jednak nie zwrócił na nie uwagi. Nie zauważył również jej czerwonych ślepi. Widział jej złudną dobroć.
  Mężczyznę nie trzeba było prosić drugi raz. Wyciągnął swoją prawą dłoń w jej stronę. Na jego twarzy pojawił się grymas bólu. Zacisnął zęby i chwycił dłoń swojej wybawicielki najmocniej jak potrafił.
 - Dobrze. Dzielny jesteś kwiatuszku.
  Vanessa owinęła swoją dłoń wokół jego, z siłą węża boa. Mężczyzna cicho westchnął, lecz nie rozluźnił uścisku. Podciągnęła go do góry. Jeremiasz wydał z siebie głośny krzyk.
  Tak cholernie musi go boleć – pomyślała dziewczyna z uśmiechem na ustach.
  Chłopak stojąc na nogach, podtrzymywany za obie ręce, rękoma dziewczyny – jak szmaciana lalka zemdlał w ułamku sekundy.
  Dziewczyna zawiedzona podsunęła go pod ścianę. Jego nogi przyblokowała swoim kolanem, natomiast ręce przytrzymała swoimi. Czekała aż się ocuci. Wiedziała, że niebawem to nastąpi.  Po niecałej minucie z ust mężczyzny wydobył się kaszel, którym to pobrudził górę bluzki dziewczyny. Miała szczęście, że nikt nie kręcił się dzisiejszego dnia korytarzami.
 - Aniołku! Nie umieraj! – zawołała, gdy ten otworzył oczy. Na ustach chłopaka pojawił się radosny uśmiech, zaraz po tych samych ustach spłynęła płynna strużka apetycznej krwi.
  Dość tego. Czas na obiad – pomyślała zniecierpliwiona.
  - Wij się z bólu, krzycz, ale nie uciekaj. Pamiętaj, znajdę cię jeżeli uciekniesz i ukarzę – zagrzmiała srogo dziewczyna. Zamieniając swój słodki głos, na grobowy i chłodny ton. Jej zatroskane oczy zapłonęły z pragnienia, a czułe usta ukazały ostrą parę kieł.
 - C-co to?! Kim ty… - Chłopak nie zdążył dokończyć, gdy wtem Vanessa wbiła w sam środek jego tętnicy swoje kły. Krew ofiary kapała po jej brodzie, na podłogę.
  Mężczyzna starał się odepchnąć ją, lecz był zbyt słaby. Vanessę nawet to lekko rozbawiło. Cieszyła się że jej ofiara chodź trochę z nią powalczy. To było całkiem interesujące i podsycało jej pragnienie. Chłopak zaczął robić się coraz chłodniejszy. Czuła to doskonale. Wiedząc, że odchodzi oderwała się od niego, by szepnąć mu do ucha:
 - Miłego dnia Jeremiaszu – po tych słowach wyrwała ze wściekłością lwa skórę mężczyzny z jego prawej strony szyi, po czym łapczywym językiem zaczęła zlizywać krew z jego odsłoniętych żył tętniczych. Była taka pyszna. Niczym woda dla spragnionego. W następnej kolejności swoją prawą dłoń przyłożyła do wciąż bijącego pospiesznie serca, po czym wbiła swoje pazury pod skórę mężczyzny, by wyrwać wściekle je z klatki piersiowej. Jeszcze przez moment tętniło życiem w jej dłoniach, po czym zamarło w bez ruchu. Zjadła je łapczywie z wielkim apetytem. Jej oczy z kolei zapłonęły czerwienią.
  Jeremiasz nie zdążył nawet krzyknąć. Opadł po całym spektaklu na ziemię. Vanessa stanęła nad nim i cmoknęła, wracając do swojego dawnego ludzkiego wyglądu. Jej kły były znów niewidoczne, wróciły łagodne, czekoladowe oczy, a bladość na jej twarzy ukryły rumieńce, które pojawiły się na policzkach.
 - Zobacz jak nabrudziłeś. Suzanne będzie musiała teraz to wszystko posprzątać. Niedobrze – odparła, po czym oddaliła się od mężczyzny chwiejnym krokiem. Zbyt duża ilość krwi w jej organizmie wywołała u zawroty głowy. Było to jednak mimo wszystko przyjemne uczucie. Nareszcie nie czuła ścisku oraz suchości w swoim gardle. Jej ciało nie pulsowało już na zapach krwi, pozostało spokojne. Przynajmniej do następnego dnia., którego to znów poczuła znajome pragnienie i zapach unoszący się w powietrzu. Dopiero teraz dotarł do niej sens braku okien. Cały aromat uleciałby wtedy przez okno. To smutna i ponura myśl. Natomiast teraz mogła delektować się w samotności pyszną zdradziecką wonią. Czując, że nie wytrzyma dłużej wyszła ze swojego spokoju.
  Za następnym skrętem dojrzała sprzątaczkę ze ścierką w dłoni. Przecierała zakurzone obrazy. Na widok dziewczyny uśmiechnęła się radośnie.
 - Witam Panienkę! – pomachała prawą dłonią, na którą nałożyła gumową rękawiczkę.
 - Witaj! – odparła z udawanym entuzjazmem Vanessa. Jej oczy zabarwiły się na czerwono, a język został ściśnięty z obu stron przez kły.

  Dziewczyna podeszła do swojej ofiary i pomogła jej sprzątać. Sprzątaczka nie wiedziała jeszcze, że największy bałagan dopiero zrobią.
____________________________________________________________________________
OTO POCZĄTEK MOJEGO PIERWSZEGO, NA TYM BLOGU OPOWIADANIA. PROLOG DOŚĆ SPECYFICZNIE, BĘDZIE NAPISANY TROCHĘ PÓŹNIEJ.
MIŁEGO CZYTANIA I MAM NADZIEJE, ŻE DO ZOBACZENIA! :)