wtorek, 1 grudnia 2015

ROZDZIAŁ 1

W samo południe Paula stała przed bramą, do rezydencji Pana Astor. Dziewczyna wzięła dwa głębokie wdechy, po czym ze świstem wypuściła powietrze ze swoich ust. Stres przesiąkł całe jej ciało oraz umysł. Nie potrafiła opanować swoich drżących dłoni. Zawsze tak reagowała, gdy miała rozmawiać z obcą osobą. Od dziecka była taka wstydliwa. Nienawidziła tego u siebie najbardziej, ze wszystkich swoich wad.
  Po dłuższym wahaniu zadzwoniła domofonem do posiadłości. Nie czekała dłużej niż pięć sekund, a brama zaczęła otwierać się przed nią. Kobieta weszła niepewnie, po czym zmierzyła chodnikiem, wyłożonym kostką brukową, prosto w stronę domu, a raczej pałacu.
  Dookoła otaczały ją drzewa. Żadnej żywej duszy nie było w pobliżu. Po dotarciu przed drzwi, zostały one od razu uchylone przez kamerdynera w czarnym, eleganckim smokingu. Mężczyzna zaprosił Paulę do środka gestem ręki.
  Dziewczyna weszła pospiesznie rumieniąc się. Poczuła się trochę niezręcznie. Pierwszy raz miała do czynienia z tak wysoką kulturą. Kompletnie nie wiedziała jak się zachować. Nigdy jeszcze nie została zaproszona do czyjegoś domu przez kamerdynera! Miała nadzieje, że ciotka załatwiła jej normalną posadę, na której dobrze zarobi i będzie czuć się swobodnie. Cóż… przynajmniej zarobki będą się zgadzały – pomyślała dziewczyna rozglądając się po holu.
  Przed dziewczyną rozpostarły się szerokie schody prowadzące do góry oraz w dół, po obu stronach. Obręcze były złote, natomiast każdy schodek miał czerwony dywan. Na suficie wisiał ogromny, kryształowy żyrandol. Na ścianach natomiast widniały portrety dostojnych ludzi, których dziewczyna znikąd nie kojarzyła.
 - Proszę tędy – odezwał się nagle kamerdyner, który wcześniej otworzył drzwi. Nie obracając się ruszył wprost do prawego korytarza. Paula poszła za nim. Zaraz jednak stanęli przed dębowymi drzwiami.
 - Proszę zaczekać – odezwał się ponownie mężczyzna. Tym razem wskazał na fotel, który stał w korytarzu. Dziewczyna usiadła na nim spięta. Był bardzo twardy, ale na pewno wygodniejszy od podłogi.
 - Jest pani spragniona, albo głodna? – spytał mężczyzna. Jego ton wciąż pozostawał obojętny. Dziewczyna pokręciła głową, po czym odprowadziła mężczyznę do końca korytarza. Potem została zupełnie sama.
  Czekając zaczęła w głowie przypominać sobie najważniejsze informacje. Nazywam się Paula Kucharska. Mam dwadzieścia cztery lata. Z pochodzenia jestem Polką. Mieszkam obecnie w Londynie wraz z ciotką. Mam średnie wykształcenie… - wymieniała, gdy wtem drzwi otworzyły się z głośnym skrzypnięciem.
  Paula poderwała się z siedzenia, jak poparzona. Szybkim ruchem wygładziła swoją sukienkę, a na jej ustach pojawił się sztuczny, zbyt szeroki uśmiech. Dwa dni przygotowywała się do tego spotkania. Przećwiczyła odpowiedzi na wszelkie, możliwe pytania. Mimo tego nie potrafiła się opanować. Jej puls skoczył, gdy tylko uświadomiła sobie, że nadszedł czas ostatecznej rozmowy.
 - Pani Kucharska? – dobiegło pytanie z gabinetu. Nikt z pokoju natomiast nie wyszedł. Dziewczyna, niemalże krzyknęła w odpowiedzi krótkie – tak. Obawiała się że mężczyzna, jak stwierdziła po głosie, jej nie usłyszy. Myliła się. Doskonale ją usłyszał i zaprosił do środka.
  Paula weszła nieśmiało, po czym zamknęła za sobą drzwi. W pokoju pachniało cytrynowym odświeżaczem powietrza oraz świeżym papierem, prosto z drukarni. Zapach zestresował dziewczynę jeszcze bardziej.
  Za biurkiem siedział przystojny i młody mężczyzna. Dziewczyna od razu się zarumieniła, gdy ich spojrzenia się skrzyżowały. Jego oczy były ciemne, a usta wąskie. Cerę miał lekko opaloną. Wyglądał na co najmniej osiemnaście lat.    Mężczyzna wskazał dziewczynie fotel przed nim. Usiadła bezgłośnie, po czym przywitała się uprzejmie. W odpowiedzi usłyszała swoje imię. Jego głos był twardy i surowy.
 - Paulo, mogę tak do ciebie mówić? – spytał. To pytanie musiało być retoryczne, gdyż nie czekał na odpowiedź, jaką dziewczyna miała już na końcu języka – ubiegasz się o posadę kucharki, tak?
  Co za tupet! – pomyślała Paula, lecz zaraz kiwnęła głową. Widząc jak mężczyzna na jej odpowiedź uniósł swoją prawą brew odparła:
 - T-tak.
 - W takim razie proszę o podpisanie umowy – mężczyzna podsunął dziewczynie jakąś kartkę pod nos, wraz z długopisem. - Znasz warunki? Twój pokój znajduję się na pierwszym piętrze z łazienką i garderobą. Śniadanie jadamy o ósmej, obiad najlepiej w południe, a kolacje jedynie w weekendy. Nie mamy czasu w tygodniu. Rozumiesz, prawda? – mężczyzna zaśmiał się cicho, po czym znów spoważniał. – Co miesiąc będziesz otrzymywała sześć tysięcy netto. 
  Paula patrzyła tępo w dokument przed sobą. Sądziła, że wszystko potrwa znaczeni dłużej. Inaczej wyobrażała sobie rozmowę kwalifikacyjną. Żadnych trudnych pytań. Żadnego tygodnia próbnego. Siedziała przed nim kompletnie zaskoczona. Dziewczyna, gdy już doszła do siebie podpisała umowę, nie czytając jej wcześniej. Sześć tysięcy – pomyślała zszokowana. Nie sądziła, że tyle może otrzymać za śmieszną pracę, jako kucharka. Ze szczęścia cała płonęła od środka. Tylko, po co te wszystkie moje starania i nerwy – pomyślała.
 - Nazywam się Astor Marshall. Witam cię! Liczę, że się nie zawiodę – odparł mężczyzna pospiesznie zabierając podpisany dokument z przed oczu Pauli. Marshall zaraz potem wstał i włożył go do segregatora, który leżał od początku na biurku.
  - Proszę teraz o skierowanie się do swojego pokoju. Jeżeli będziesz czegoś potrzebować będę tu, w swoim gabinecie – oznajmił mężczyzna wychodząc zza biurka. Wszelkie pytania i instrukcję odnośnie twojej pracy otrzymasz jutro od szefowej kuchni. Ma na imię Edyta. Myślę, że szybko ją rozpoznasz. Mój kamerdyner zaprowadzi cię tym czasem do siebie, a jutro do kuchni. Jakieś pytania?
 - Nie, dziękuje – pokręciła głową.
  Pan Astor od razu przypadł Pauli do gustu, wydawał się być uczciwym człowiekiem. Dziewczyna cieszyła się że tak szybko dostała pracę. Szczególnie cieszyło ją wynagrodzenie. Marshall wyprowadził dziewczynę z gabinetu, po czym dodał na koniec:
 - Aha, bym zapomniał! Proszę mi mówić Marshall.
 - Oczywiście. Marshall – odparła Paula, po czym poszła za kamerdynerem oczarowana i wesoła jak nigdy wcześniej. Euforia rozdzierała ją od środka. Nie mogła się doczekać pierwszej wypłaty. W najśmielszych snach nie śniła o tylu pieniądzach.
                                                                            ***
  Paula gotowała już od całego tygodnia u Pana Astor. Każdego dnia mężczyzna odwiedzał ją w jej pokoju. Cieszyła się za każdym razem jak małe dziecko, gdy pytał ją o nastrój i kontakty z innymi pracownikami. Czuła się ważna. Dziewczyna zawsze z wielkim zafascynowaniem opowiadała o całym swoim dniu. Sądziła, że to na pewno nudzi kogoś takiego jak Marshall, jednak on zapytany odpowiedział, że mógłby jej słuchać cały dzień.   Uśmiechnęła się skromnie na te słowa. W środku natomiast jej serce przyspieszyło do nieludzkiego tempa. Nie potrafiła opanować swojej radości i ekscytacji.
 Dwudziestopięciolatka dzień w dzień gotowała z miłością i cieszyła się, gdy słyszała od kelnerek pochwały przekazane dla niej od Marshalla. Za każdym razem wstając o szóstej, wiedziała już co dzisiaj przyrządzi na śniadanie, obiad i kolację w weekendy. Przed spaniem zawsze szukała to nowych przepisów w bibliotece Marshalla, znajdowała się ona na trzecim piętrze. Z każdym dniem chciała być jak najlepsza w swojej pracy dla niego.
  Pewnego dnia Paula spędzała swoją wolną godzinę spacerując po korytarzu na parterze. Celowo zmierzyła w stronę gabinetu Marshalla. Miała nadzieje, że go tam zastanie. Dziewczyna, gdy dostrzegła, że drzwi od gabinetu są otwarte zajrzała nie śmiało do środka – niby przypadkiem. Mężczyzna na jej widok uśmiechnął się szelmowsko.
 - Witam moją ulubioną kucharkę – przywitał ją wstając od biurka. Zaczął zbliżać się do niej powoli.
  Dziewczyna poczuła mocny ścisk w podbrzuszu. Zalała ją fala pożądania. Nie potrafiła się powstrzymać, gdy Marshall zaczął całować ją najpierw powoli i delikatnie, a później namiętnie. Nie stawiała oporu. Niczym zgłodniałe zwierzę rzucił się na nią. Zerwał z niej ubrania. Paula nie zorientowała się kiedy sam zdążył zdjąć z siebie ubrania. Chwycił dziewczynę w pasie, która owinęła nogi wokół jego bioder i posadził ją na blacie biurka, po czym wszedł w nią mocno i okrutnie. Paula wydała z siebie przeciągły jęk rozkoszy.
                                                                             ***
  Kolejne dni mijały Pauli podobnie. Najpierw godzinka rano w kuchni, potem w jego gabinecie. Później szybkie ogarnięcie się i znów biegła do kuchni, gdzie odbywało się przesłuchanie ze strony jej kolegów i koleżanek z pracy o to gdzie była. W odpowiedzi dziewczyna uśmiechała się lubieżnie, a na jej policzkach pojawiały się ogromne rumieńce. Najgorsze były rozmowy z Edytą. Kobieta była młoda i również rządna miłosnych przygód. Była zazdrosna, domyślając się relacji między Panem Marshallem, a Paulą. W zamian kazała dziewczynie zostawać do późnych godzin w kuchni i sprzątać po wszystkich.
  Dziewczyna z wielkim spokojem znosiła humory Edyty i bez większych oporów robiła co jej kazała. Liczył się dla niej tylko Marshall. Dla niego mogłaby pracować nawet cały dzień i noc.
  Po trzech miesiącach pracy u Marshalla, dziewczyna w nocy postanowiła wybrać się do swojego kochanka. Nie potrafiła dłużej tak żyć. Marzyła, aby zasypiać i budzić się koło niego. Chciała witać go słodkimi pocałunkami, składanym mu na ustach, każdego poranka.
  Późną nocą, gdy wszyscy już zasnęli dziewczyna wymknęła się ze swojego pokoju. Zmierzyła długim korytarzem w stronę drzwi. Panował chłód przez co na jej skórze pojawiła się gęsia skórka. Żałowała, że nie zabrała ze sobą żadnego koca.
  Zbliżała się do schodów, gdy wtem zza drzwi, które mijała usłyszała cichy, kobiecy jęk. Nie był to jęk rozkoszy, lecz cierpienia. Dziewczyna przerażona przywarło ucho do drzwi, zza których dochodziły odgłosy. Paula od razu pomyślała, o którejś ze swoich koleżanek z pracy.
  Bez zastanowienia pociągnęła delikatnie klamkę i weszła do środka. Spodziewała się ujrzeć, którąś dziewczynę z kuchni albo pracownicę Marshalla. Zamiast tego ujrzała coś o wiele bardziej przerażającego.
  Paula stanęła w pokoju bez okien o białych ścianach. Wyglądem przypominał izolatkę, jednak na środku stał mały taboret, a podłoga nie lśniła bielą, lecz szarością. Była wysmarowana również jakąś tajemniczą bordową cieczą oraz beżową. W pokoju unosił się intensywny zapach zgnilizny i moczu. Dziewczyna zasłoniła nos i usta ręką, aby nie czuć smrodu.
  Podeszła do taboretu, gdy wtem drzwi za nią zamknęły się z głośnym trzaskiem. Obróciła się przerażona z napięciem i wrzasnęła na widok dziewczyny, która siedziała na podłodze, pod drzwiami.
  Nieznajoma miała krótkie i potargane włosy. Były one posklejane i całe usmarowane, czymś brązowym. Jej oczy były podkrążone a kostki u nóg zdeformowane. Same stopy były wygięte w odwrotną stronę – jakby założone, tył na przód. Potargane ciuchy dziewczyny były przesiąknięte, krwią? – pomyślała wystraszona Paula. To, jednak nie stopy ani ciuchy dziewczyny były najgorsze w całym tym okropnym widoku. Dziewczyna nie miała obu rąk. Były one wyraźnie wyrwane! Boże są wyrwane! – pomyślała zszokowana Paula. Jak ona jeszcze żyje?! – zastanowiła się cofając pod równoległą do drzwi ścianę.
 - Jak masz na imię? – spytała Paula, przełykając głośno ślinę. Chciała sprowadzić pomoc, zawołać Marshalla. Jednak najpierw chciała poznać imię dziewczyny i dowiedzieć się co jej się stało.
  Czekała pięć minut, dziesięć minut. Paula nie wytrzymała zadała ponownie to samo pytanie. Znów cisza. Dziewczyna nie mogąc dłużej czekać ruszyła w stronę wyjścia, aby wezwać pomoc, gdy wtem dziewczyna otworzyła szeroko usta.
  Paula zasłoniła usta głośno nabierając powietrza. Niemalże zemdlała, gdy zobaczyła, że dziewczynie nie ma języka. Boże! Kto jej to zrobił?! – pomyślała zszokowana.
  Miała już wezwać krzyczeć, gdy wtem do pokoju wszedł Marshall. Mocno otworzył drzwi przez co pokrzywdzona dziewczyna upadła twarzą na ziemię.
  Paula podbiegła do niej natychmiast, aby jej pomóc. Cieszyła się że Marshall tu przyszedł. Czuła się znacznie bezpieczniej. Mężczyzna w przeciwieństwie do niej nie był zdziwiony widokiem kobiety.
 - Co ty tu robisz?! – zagrzmiał srogo. Poraniona dziewczyna zaczęła trząść się i krzyczeć ochryple.
 - Usłyszałam krzyki – odpowiedziała Paula wstając z ziemi. Nie widziała powodów, aby się bać. Mężczyzna podszedł do niej szybko i gwałtownie złapał ją za nadgarstek, po czym z nienaturalną siła rzucił jej ciałem o ścianę.
 - Głupia suko! Nie nauczyli cię w domu kultury! – Zaczął krzyczeć jak szaleniec.
  Paula nie mogła się ruszyć z ziemi. Obawiała się, że mężczyzna uszkodził jej kręgosłup. Chciała coś powiedzieć, lecz kiedy otworzyła usta poleciła z nich strużka krwi. Wystraszona  zaczęła nerwowo oddychać przez nos. Płuca zbyt mocno ją bolały. Piszczało jej w uszach, a ton w jakim odzywał się Marshall przerażał ją. Nie rozumiała co się z nim stało. Gdzie zniknął jej ukochany mężczyzna, z którym to wczoraj marzyła o wspólnych wakacjach na gorących wyspach greckich.
  Dziewczyna dźwignęła się z trudem na czworaka, lecz zaraz poczuła ciężar na swoich plecach, który wywołał silny i przyduszający ból w jej klatce piersiowej. Paula krzyknęła z bólu, dusząc się za razem.  Marshall przycisnął ją z powrotem do ziemi, swoim butem,  po czym zagroził, patrząc na nią złowrogimi oczami:
 - Zamknij się, albo skończysz jak ona –wskazał na dziewczynę bez rąk i języka. Ta z kolei skuliła swoją głowę, chowając za nogami. Wyraźnie była przerażona.
  M-marshall… co… co się stało? – wychrypiała przez gardło. Mężczyzna kopnął ją w brzuch, zaraz po jej pytaniu.
  Dziewczyna zasłoniła swoją twarz rękoma i skuliła się w kłębek. Bała się. Pierwszy raz tak bardzo się bała. Nie potrafiła się obronić. Miała nadzieje, że zaraz się obudzi. Zobaczy obok siebie jego spokojną i łagodną twarz. Tą, którą znała odkąd się poznali. To wszystko natomiast okażę się jednym wielkim koszmarem. Nic takiego jednak nie nastąpiło. Zamiast tego Marshall zostawił ją obolałą i zranioną pod ścianą i wyszedł zamykając drzwi z głośnym trzaskiem za sobą drzwi.
  Dziewczyna po jego wyjściu poczołgała się pod drzwi i zaczęła w nie walić pięściami z całych sił aż te nie zrobiły się całe sine i krzyczała na tyle długo i głośno aż nie straciła zupełnie swojego głosu.
  Dni i noce mijały, a ona z każdym dniem traciła nadzieje na ujrzenie światła dziennego. Mężczyzna nie przyszedł ani razu. Jej współtowarzyszka nie rozmawiała (ciężko jest rozmawiać bez języka), więc mówiła sama do sobie. Dziewczyna mogła czasem jedynie skinąć głową. Jedzenie przynosił im kamerdyner. Ten sam kamerdyner, który przywitał pierwszego dnia pracy Paulę.  Mężczyzna kiedy miał tylko okazję brał, którąś z nich i gwałcił aż ta nie straciła przytomności. Był równie okrutny jak właściciel tej przeklętej rezydencji, w której to Paula miała zacząć nowe życie. Do tej pory pamięta słowa ciotki: Dziecko, lepszej pracy nie mogłabyś sobie wymarzyć! Miałaś rację ciociu – pomyślała dziewczyna śmiejąc się głośno.
  Paula dostała pracę, jakiej nie dostał żaden człowiek.
                                                                               ***
   Marshall zaraz po incydencie, który zadział się na pierwszym piętrze skierował się do jadalni, gdzie czekał na niego brat wraz z Kristoferem oraz Vanessą.
 - Co zamierzasz z nimi tak właściwie zrobić? – spytał Kris, gdy Marshall zasiadł na swoim miejscu.
 - Zobaczysz w swoim czasie mój miły. Potrzebuje jeszcze dwóch dziewcząt do tego obrzędu – odparła dziewczyna pochylając się nad swoim pustym talerzem.
 - Nie nazywaj go swoim miłym – odparł obojętnym tonem Marshall.
 - A co zazdrosny? – przekomarzała się z nim Vanessa.
 - To obleśne – odparł Marshall patrząc tępo przed siebie.
 - Gabriel, a ty co o tym sądzisz? – spytał Kristofer brata Marshalla.
 - O miłym? – spytał demon z wyraźnym rozbawieniem na ustach.
 - Chodziło mi raczej o te dwie na piętrze.
  Gabriel wzruszył obojętnie ramionami, po czym dodał – z chęcią obejrzę cały ten marny spektakl.
 - Sam jesteś marny! – warknęła dziewczyna, gdy wtem kelnerzy zaczęli wnosić na tacach dzisiejszy obiad. Wszyscy zamilkli, ponieważ w powietrzu dało się wyczuć intensywny zapach ludzkiej krwi, któremu nikt z ich czwórki nie był w stanie się oprzeć.
________________________________________________________________________________
WITAM! ZAPRASZAM WAS SERDECZNIE DO PIERWSZEGO ROZDZIAŁU. MAM NADZIEJE, ŻE DO ZOBACZENIA. MIŁEGO CZYTANIA I PAMIĘTAJCIE - NIE WOLNO UFAĆ OBCYM... 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz